Hej!
Dzisiaj chciałabym dać Wam do przeczytania coś specjalnego.. Napisałam coś, co możliwe, że będę kontynuować.. ale chciałabym abyście wyrazili swoje zdanie na temat tego. Oczywiście, kocham pisać i będę to dalej robić, chociażby dla siebie. Jednak chciałabym wiedzieć czy może się to komuś hm.. podobać?
P.s. Przeczytałeś? Napisz do mnie gdziekolwiek! Komentarz, e-mail, gg, fb. Wszystkie opinie mile widziane.
Prolog
Tak naprawdę nie rozumiem o co chodzi ludziom, kiedy mówią słowo 'nic'. Bo to słowo znaczy wiele. Tym słowem możesz określać Twoje samopoczucie, Twoje myśli, to co chciałbyś zrobić ale pod nim także kryje się wiele innych, sensownych znaczeń. Nie rozumiem więc kompletnie, kiedy moja mama odpowiada mi na pytanie "co tak właściwie tata od Ciebie chciał?", po prostu jedno wielkie "nic". Czuję się wtedy, jakby pogrywała ze mną w grę w której to ona wygrywa bo tylko ona zna zupełne znaczenie tego słowa. Mi natomiast przychodzi do głowy pełno złych myśli. Nigdy nie przypuszczałabym, że może spotkać to mnie bo to nie jest coś co spotyka takie zwykłe dziewczyny jak ja. To nie jest nawet coś, co spotyka tych, którzy zasłużyli sobie na to. To nie jest coś, co mogłaby przede mną ukryć. Tyle bólu.. To wszystko co się wydarzyło.. Nie wiem jak się dzieje, że dalej istnieję i że dalej wiarę mam w to, że kiedyś będzie dobrze.. A wszystko zaczęło się tamtej nocy...
1. Pierwsze kilka słów o niczym.
Siedząc w fotelu, skulona słyszałam głośne krzyki.. Tak, to się znowu dzieje, ojciec bije matkę.. To przecież normalne. Ona znowu mnie broni, ja znowu się chowam, on znowu ją bije. Na mojej twarzy nie widać oczu.. Moje oczy dawno już zakryły krwiste łzy. Dlaczego krwiste? Bo to nie są zwykłe łzy.. Zwykłe łzy są kryształowe, zdarzają się raz na jakiś czas i lecą przez chwilę.. Moje łzy były przesiąknięte wszystkim. Nie obchodziło to mojego ojca, jego nic nie obchodzi. W prawdzie nie jest moim prawdziwym ojcem, swojego prawdziwego ojca nigdy nie poznam.. I tu zapętla się koło. Moja mama jest z jakimś obcym facetem, muszę mówić do niego 'tato', podczas gdy on nie zasługuje nawet na miano człowieka.. Nie można nazwać tak faceta, który jest z kobietą dla pieniędzy, który swoją przybraną córkę i żonę traktuje jak dwa kopciuszki. On jest panem domu. On jest panem domu w moim domu.. Czy to nie brzmi strasznie?
Mianowicie, problemy moje spowodowały, że najlepszym miejscem dla mnie było jezioro. Tam przestawałam być tą słabą, pobitą dziewczynką. Tam byłam silna, siła moja polegała na rozumie.. Moja siła oddziaływała i ja to wiedziałam, czułam, że stanie się coś złego, co sama spowodowałam. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to.. Ale nie mogę, stałam się jedną z nich. Stałam się jedną z tych, którą nie chciałam nigdy być. Jednak chęć innego życia nie pozwoliła mi na nic innego.. Jest jednak wiele haczyków w tym co robię i dawniej tego nie dostrzegałam, teraz już wiem. Dlatego wszystkie decyzje przemyślam tysiąc razy. Każde moje słowo dopieram tak, jak kucharka dobiera przyprawy do zupy- nie mogę przesolić, nie mogę dać za mało soli, wszystko musi być idealne. Jeśli takie będzie to wszystko inne nie będzie miało znaczenia bo wszystko inne będzie także idealne. Tu tkwi cały sekret.. Robię źle? Nie, nikt nie robi źle wykorzystując swoje zdolności. Tamtej nocy, kiedy słyszałam co dzieje się w moim domu, po raz pierwszy użyłam mojego daru.. Wybiegłam z domu i biegłam przed siebie, zobaczyłam nagle coś magicznego. Pełno świetlików unoszących się nad spokojnym jeziorem. Nawet gdybym nie chciała, musiałam tam pójść. Przyciągał mnie ten widok, gdybym umiała malować, krajobraz przedstawiający te jezioro, wisiałby na mojej ścianie. Wtedy byłabym blisko tego, co kocham. Biegłam w stronę jeziora, wbiegłam na pomost. Moje gołe stopy zanurzyłam do ciepłego jeziora, nagrzanego popołudniowym słońcem i siedziałam tam do rana. Wpatrywałam się w świetliki i po prostu myślałam, myślałam o tym co się ze mną dzieje. Momentalnie wyparowałam z siebie, znalazłam się o tysiąc mil od domu.. Życie moje stało się piękniejsze. Wtedy pierwszy raz przeniosłam się do przeszłości. Widziałam jak szybuję, daleko w niebie. Unoszę się nad turkusowymi oceanami.. lekko opadam, tak, żeby dotknąć tafli wody.. Widzę tylko piękno i wtedy zdarza się coś niesamowitego. Stoję na biegunie, a tam, obok mnie znajduje się on. Chłopiec ubrany w samą piżamę. Nie pytam kim jest, nie obchodzi mnie to. Nie pytam jak ma na imię. Pytam natomiast, czy nie marznie- on odpowiada, że widok nieba go rozgrzewa. Ja natomiast pytam dlaczego. Jego odpowiedź brzmi "Na niebie zawsze jest słońce, nie widzimy go teraz ale to nie znaczy, że znikło. Tak samo w życiu, nie widzimy uczuć drugiego człowieka ale to nie znaczy, że ich nie ma. One są. Trzeba je dostrzec. Wiem, dlaczego tu jesteś. Masz problemy ze swoim ojczymem. Dotarłaś tutaj, możesz zostać, jak ja. Możesz wrócić do domu, jednak zawsze będziesz tu mile widziana."
- Co Ty tu robisz? - zapytałam.
-Jestem jednym z nich.
Wtedy na niebie ukazały się dzieci. Bawiące się, biegające, na wakacjach, nad morzem.. Wszystkie je łączyła jedna cecha.. Wszystkie były radosne, wesołe..
-A oni kim są? - chciałam wiedzieć o co tutaj tak właściwie chodzi.
-Smutku nigdy nie zastaniesz, kiedy uwierzysz, że nie masz powodu do smutku. Każdy z nich jest kimś innym, jednak wszyscy razem tworzymy LIPO.
-LIPO?
-Każdy z nas ma inną historię. Każdy z nas przeżył coś strasznego. Ja wiem, że Twoja historia nie będzie piękna. Mogę Ci pomóc. Wszyscy tworzymy zespół. Każdy z nas potrafi kierować własnym losem. Ty także. Musisz tylko wiedzieć jak. Udało Ci się tutaj dojść więc jesteś gotowa poznać to, co poznaliśmy my wszyscy. Jeśli będziesz chciała usłyszeć prawdę, przyjdź. Teraz musisz już wracać. Gdy wrócisz, Twoja mama i ojczym będą pogodzeni. Zaproponują Ci wspólne wyjście do kina. Do zobaczenia.
I nagle przeniosłam się znowu nad jezioro, nie wiedziałam co się tak właściwie stało. Długo myślałam o tym. Uważałam, że to był tylko sen.. Wróciłam jednak do domu i stało się tak, jak powiedział chłopiec. Rodzice byli w świetnych humorach. Na twarzy mamy pojawił się uśmiech, a ja.. Właśnie? A ja byłam osupiała. Dlaczego on wiedział co się stanie? Skąd to wiedział? Postanowiłam, że jutro muszę koniecznie tam wrócić. Jednak nie wiedziałam wtedy jeszcze, że to nie działa tak jakbym chciała, żeby działało. Do wszystkiego trzeba czasu. Nie można po prostu wejść do tego świata. Trzeba wgłębić się w siebie i wysłać swoją duszę..
Wiesz, co chcesz powiedzieć i dobrze to ujmujesz. Ciekawy styl, częste myśli filozoficzne, ALE:
OdpowiedzUsuń- jak dla mnie za dużo wielokropków - czytając dłuższy tekst staje się to męczące;
- rzadziej stawiaj pytania, a bardziej rozbudowuj poprzednie ;)
Właściwie pytania wystąpiły tylko przy dialogu, a wielokropki nakłaniają czytelnika do większych przemyśleń i do wgłębienia się w tekst. Wg mnie jest to coś, co powinni czytać ludzie, którzy faktycznie chcą wyciągnąć coś z tego, bo planem moim jest, żeby nie było to banalne. Dziękuję jednakże za uwagi, na pewno mi się przydadzą. :)
Usuń